Jak narodził się Pan Drwal?

Od trendu do biznesu.
Jak narodził się Pan Drwal? Od trendu do biznesu.

Jak stworzyć brand, który odniesie sukces? Połączyć: jakość składników, ładny produkt i dobry teamwork. Wtedy każde potknięcie można zamienić w wielki podskok. I z optymizmem próbować: „jak nie tędy, to tędy”. O projektowaniu marki, obserwowaniu trendów i przekształcaniu ich w cieszący się powodzeniem biznes, opowiada Marta Bartkowiak, Pan(i) Drwal*. 

*Pan Drwal – marka naturalnych kosmetyków dla mężczyzn: do pielęgnacji brody, głowy i ciała.  

ZASKOCZYŁO!
Biuro Pana Drwala, chwilę po przeprowadzce. Stoliki z próbkami kosmetyków, biurko zapełnione projektami etykiet, ściana z pięknym, wielkim neonem – rzucają się w oczy zaraz po wejściu do pomieszczenia. Neon jest na tyle duży, że właściwie widoczny już z zewnątrz. – O, muszę go włączyć, bo znowu powiedzą, że mnie nie było w pracy! – Marta zrywa się. Przed chwilą wbiegła do biura, po wizycie w Hunku i zaraz wychodzi na kolejne spotkanie. Czasu na rozmowę nie ma wiele. Praca pali się w rękach i to chyba znak, że biznes „się kręci”. Pytamy ją więc, po czym poznaje, że „zaskoczyło”? - No chyba właśnie po tym, że co chwilę potrzebujemy większego biura (śmiech). Choć w sumie był taki jeden, konkretny moment, kiedy trafiło do mnie, co się dzieje. Krótko po naszym starcie, pojechałam do Gdańska, gdzie mamy fabrykę. Weszłam do środka i zobaczyłam palety kosmetyków, gotowych do wysyłki. Tysiące butelek. Ten widok uzmysłowił mi, że to wszystko jest realne. Bo wiesz, nasz biznes… to się tak po prostu podziało. Trójka ludzi zebrała się i postanowiła razem zrobić coś fajnego. I nagle okazało się, że robimy to naprawdę. I że to podoba się innym.

PODSKOK, czyli teamwork
- Dlaczego nam wyszło? Na pewno jest to trochę kwestia szczęścia i wyczucia czasu. Ale przede wszystkim liczą się ludzie. Te trzy osoby, które spotkały się i stworzyły zespół, stanowią o sukcesie marki. Łukasz – jest autorem wszystkich receptur. Jako mężczyzna korzysta też z naszych kosmetyków, więc jest równocześnie świetnym źródłem insightów. Dawid – spaja całość biznesowo. Ja kieruję z tylnego fotela, czyli prowadzę marketing oraz projektuję. Odpowiadam za część wizerunkową i wizualną marki. Jesteśmy więc bardzo różnorodni kompetencyjnie. Nauczyliśmy się z takim podziałem zadań funkcjonować. Zresztą strasznie lubimy razem pracować! Od samego początku cieszyliśmy się, że po prostu robimy coś wspólnymi siłami. I nie zakładaliśmy, że to musi wypalić. Nikt z nas też nie chciał na Panu Drwalu na siłę zarabiać. Nie baliśmy się ryzyka. Sam biznes wynikał po prostu z czystej pasji tworzenia czegoś ciekawego. Dzięki temu nie było ciśnienia, a każde potknięcie przekuwaliśmy w wielki podskok. Choć oczywiście bywało niełatwo. Ja pamiętam, jak mierzyłam się z projektowaniem etykiet... Łukasz przybiegał i krzyczał rozżalony: „Znowu jest za małe!”. A ja krzyczałam: „Co jest za małe?! Jak to znowu jest za małe? Nie wieeeeerzę!”. Płakałam nad zamówieniami. Z drugiej strony, kiedy Łukasz musiał dobrać kompozycję zapachową dla nowego produktu, też miał ciężkie zadanie. Mi dane nuty zapachowe się podobały, ale mojej siostrze już nie. Mamie znowu tak, szwagrowi też, ale kolega kręcił nosem. Ludzie wątpili. „Chcecie robić produkty do brody?” - pytali. Zawsze jednak, udawało nam się iść dalej. To jest niesamowite, ile radości jest w tej firmie i ile pozytywnej energii. Chyba takie myślenie jest też ważne. Zawsze mówię, że trzeba próbować. Jak nie tedy, to tędy.

W WYSKOKOWYM stylu
Marta łapie telefon, zerka w kalendarz i przerzuca kartki. Opowiada o harmonogramie najbliższych prac. Strasznie dużo będzie się działo. Ale wniosek z tego płynie też inny. Czas jest dla marki ważny. Nie tylko w kontekście planowania, ale także jego wyczucia. Trafienia w odpowiedni moment.
- Pan Drwal narodził się, ponieważ dookoła byli sami brodacze. Pomysł na biznes był efektem naszej obserwacji tego, co działo się dookoła. Byliśmy gotowi, kiedy brodowy trend był zauważalny już nie tylko w kontekście hipsterów, ale stał się ogólną, społeczno-kulturową, czy nawet pokoleniową zmianą. Nasi rodzice nie akceptowali tatuaży czy brody w pracy. Dla nas z kolei tatuaż jest już sztuką, a zarost czymś normalnym. Teraz taki typ urody to wzór męskości i jednocześnie dowód dbania o siebie, przykładania uwagi do pielęgnacji. Feeling, że „Pan Drwal” wypali wynikał chyba też z faktu, że dużo czasu spędziłam w Nowym Jorku, Londynie. I widziałam, że tam to „działa”. Kiedy w Polsce zaakceptowaliśmy inny zachodni trend: jedzenia na ulicy, z budki, z foodtruck’a, to poczułam, że jest czas, żeby mówić też, że broda jest fajna. W trend trzeba się wbić. I zrobiliśmy to, kiedy w Polsce zaczęły pojawiać się pierwsze barbershopy, wróciła moda na spędzanie w nich czasu. Taką przestrzeń na typowo męski świat, stworzyliśmy w Poznaniu, otwierając Hunka. W drugim roku działalności mogę powiedzieć, że z sukcesem! Klienci wracają do nas dlatego, że nie mają poczucia przyjścia „tylko na usługę”. Tu po prostu dobrze się czują. Mają miejsce dla siebie, gdzie w poczekalni na stoliku leżą dobre magazyny. Mogą poczytać coś, co ich interesuje, napić się kawy lub czegoś mocniejszego, porozmawiać w swoim gronie na swoje tematy. A potem czeka ich cały rytuał pielęgnacji, jak u dawnych golibrodów. Ceremoniał relaksacyjny – tak go nazywam.

- Jak udało mi się wkroczyć w męski świat? Muszę przyznać, że na początku trochę bałam się odrzucenia. Mimo, że mam wybuchowy charakter i jestem dynamiczna, nie wiedziałam czy mnie zaakceptuje. Ale okazało się, że moja stara zasada, nadal się sprawdza. Jedyne, co cię uratuje i czym powinnaś się interesować, to profesjonalizm. My tworząc markę, taki właśnie do swoich działań wnosimy. Ale też nauczyłam się podczas przygody z „Panem Drwalem”, że praca z ludźmi to sztuka kompromisów. Nie można za dużo narzucać. Narzuciłam nazwę. To wystarczy (śmiech).

 

tekst: Daria Jezierska

Jak stworzyć brand, który odniesie sukces? Połączyć: jakość składników, ładny produkt i dobry teamwork. Wtedy każde potknięcie można zamienić w wielki podskok. I z optymizmem próbować: „jak nie tędy, to tędy”. O projektowaniu marki, obserwowaniu trendów i przekształcaniu ich w cieszący się powodzeniem biznes, opowiada Marta Bartkowiak, Pan(i) Drwal*. 

*Pan Drwal – marka naturalnych kosmetyków dla mężczyzn: do pielęgnacji brody, głowy i ciała.  

ZASKOCZYŁO! 
Biuro Pana Drwala, chwilę po przeprowadzce. Stoliki z próbkami kosmetyków, biurko zapełnione projektami etykiet, ściana z pięknym, wielkim neonem – rzucają się w oczy zaraz po wejściu do pomieszczenia. Neon jest na tyle duży, że właściwie widoczny już z zewnątrz. – O, muszę go włączyć, bo znowu powiedzą, że mnie nie było w pracy! – Marta zrywa się. Przed chwilą wbiegła do biura, po wizycie w Hunku i zaraz wychodzi na kolejne spotkanie. Czasu na rozmowę nie ma wiele. Praca pali się w rękach i to chyba znak, że biznes „się kręci”. Pytamy ją więc, po czym poznaje, że „zaskoczyło”? - No chyba właśnie po tym, że co chwilę potrzebujemy większego biura (śmiech). Choć w sumie był taki jeden, konkretny moment, kiedy trafiło do mnie, co się dzieje. Krótko po naszym starcie, pojechałam do Gdańska, gdzie mamy fabrykę. Weszłam do środka i zobaczyłam palety kosmetyków, gotowych do wysyłki. Tysiące butelek. Ten widok uzmysłowił mi, że to wszystko jest realne. Bo wiesz, nasz biznes… to się tak po prostu podziało. Trójka ludzi zebrała się i postanowiła razem zrobić coś fajnego. I nagle okazało się, że robimy to naprawdę. I że to podoba się innym.

PODSKOK, czyli teamwork
- Dlaczego nam wyszło? Na pewno jest to trochę kwestia szczęścia i wyczucia czasu. Ale przede wszystkim liczą się ludzie. Te trzy osoby, które spotkały się i stworzyły zespół, stanowią o sukcesie marki. Łukasz – jest autorem wszystkich receptur. Jako mężczyzna korzysta też z naszych kosmetyków, więc jest równocześnie świetnym źródłem insightów. Dawid – spaja całość biznesowo. Ja kieruję z tylnego fotela, czyli prowadzę marketing oraz projektuję. Odpowiadam za część wizerunkową i wizualną marki. Jesteśmy więc bardzo różnorodni kompetencyjnie. Nauczyliśmy się z takim podziałem zadań funkcjonować. Zresztą strasznie lubimy razem pracować! Od samego początku cieszyliśmy się, że po prostu robimy coś wspólnymi siłami. I nie zakładaliśmy, że to musi wypalić. Nikt z nas też nie chciał na Panu Drwalu na siłę zarabiać. Nie baliśmy się ryzyka. Sam biznes wynikał po prostu z czystej pasji tworzenia czegoś ciekawego. Dzięki temu nie było ciśnienia, a każde potknięcie przekuwaliśmy w wielki podskok. Choć oczywiście bywało niełatwo. Ja pamiętam, jak mierzyłam się z projektowaniem etykiet... Łukasz przybiegał i krzyczał rozżalony: „Znowu jest za małe!”. A ja krzyczałam: „Co jest za małe?! Jak to znowu jest za małe? Nie wieeeeerzę!”. Płakałam nad zamówieniami. Z drugiej strony, kiedy Łukasz musiał dobrać kompozycję zapachową dla nowego produktu, też miał ciężkie zadanie. Mi dane nuty zapachowe się podobały, ale mojej siostrze już nie. Mamie znowu tak, szwagrowi też, ale kolega kręcił nosem. Ludzie wątpili. „Chcecie robić produkty do brody?” - pytali. Zawsze jednak, udawało nam się iść dalej. To jest niesamowite, ile radości jest w tej firmie i ile pozytywnej energii. Chyba takie myślenie jest też ważne. Zawsze mówię, że trzeba próbować. Jak nie tedy, to tędy.

W WYSKOKOWYM stylu 
Marta łapie telefon, zerka w kalendarz i przerzuca kartki. Opowiada o harmonogramie najbliższych prac. Strasznie dużo będzie się działo. Ale wniosek z tego płynie też inny. Czas jest dla marki ważny. Nie tylko w kontekście planowania, ale także jego wyczucia. Trafienia w odpowiedni moment. 
- Pan Drwal narodził się, ponieważ dookoła byli sami brodacze. Pomysł na biznes był efektem naszej obserwacji tego, co działo się dookoła. Byliśmy gotowi, kiedy brodowy trend był zauważalny już nie tylko w kontekście hipsterów, ale stał się ogólną, społeczno-kulturową, czy nawet pokoleniową zmianą. Nasi rodzice nie akceptowali tatuaży czy brody w pracy. Dla nas z kolei tatuaż jest już sztuką, a zarost czymś normalnym. Teraz taki typ urody to wzór męskości i jednocześnie dowód dbania o siebie, przykładania uwagi do pielęgnacji. Feeling, że „Pan Drwal” wypali wynikał chyba też z faktu, że dużo czasu spędziłam w Nowym Jorku, Londynie. I widziałam, że tam to „działa”. Kiedy w Polsce zaakceptowaliśmy inny zachodni trend: jedzenia na ulicy, z budki, z foodtruck’a, to poczułam, że jest czas, żeby mówić też, że broda jest fajna. W trend trzeba się wbić. I zrobiliśmy to, kiedy w Polsce zaczęły pojawiać się pierwsze barbershopy, wróciła moda na spędzanie w nich czasu. Taką przestrzeń na typowo męski świat, stworzyliśmy w Poznaniu, otwierając Hunka. W drugim roku działalności mogę powiedzieć, że z sukcesem! Klienci wracają do nas dlatego, że nie mają poczucia przyjścia „tylko na usługę”. Tu po prostu dobrze się czują. Mają miejsce dla siebie, gdzie w poczekalni na stoliku leżą dobre magazyny. Mogą poczytać coś, co ich interesuje, napić się kawy lub czegoś mocniejszego, porozmawiać w swoim gronie na swoje tematy. A potem czeka ich cały rytuał pielęgnacji, jak u dawnych golibrodów. Ceremoniał relaksacyjny – tak go nazywam.

- Jak udało mi się wkroczyć w męski świat? Muszę przyznać, że na początku trochę bałam się odrzucenia. Mimo, że mam wybuchowy charakter i jestem dynamiczna, nie wiedziałam czy mnie zaakceptuje. Ale okazało się, że moja stara zasada, nadal się sprawdza. Jedyne, co cię uratuje i czym powinnaś się interesować, to profesjonalizm. My tworząc markę, taki właśnie do swoich działań wnosimy. Ale też nauczyłam się podczas przygody z „Panem Drwalem”, że praca z ludźmi to sztuka kompromisów. Nie można za dużo narzucać. Narzuciłam nazwę. To wystarczy (śmiech).

 

tekst: Daria Jezierska