Blog

Poczytaj o tym, co nas inspiruje i czym chcemy zainspirować Ciebie!
Poczytaj o tym, co nas inspiruje i czym chcemy zainspirować Ciebie!

 „Ma w sobie magię, no i … trochę duszy” – czyli jak patrzeć, żeby widzieć opowiada Arkadiusz Szwed – projektant i kierownik studia ceramicznego w School of Form.  

projekt Ludzie z Fabryki Porcelany

 

W ten sposób płynnie, doszliśmy do pytania o Twoje początki z ceramiką. Jak to się stało? ;)  

Arek Szwed: Że zostałem ceramikiem? To w sumie przypadek...

Mówią, że nie ma!
No dobra. Cała geneza jest taka, że poszedłem do liceum plastycznego, bo z małej miejscowości, jaką są Końskie, chciałem przenieść się do większego miasta. Po liceum najpierw przespałem rekrutację na leśnika, potem nie udało mi się zostać sokolnikiem, więc padło na sztukę (przede wszystkim bardzo nie chciałem uczyć się chemii). Jak rodzice zapytali, która dziedzina sztuki interesuje mnie najbardziej, to powiedziałem, że malarstwo… a oni, że mam je sobie wybić z głowy, bo z tego nie da się żyć. I że jak już się upieram, to mam iść na ceramikę.

To ciekawe stwierdzenie.

Wokół województwa świętokrzyskiego jest dużo zakładów produkujących ceramikę, więc z tego punktu widzenia to był dość sensowny pomysł. Po liceum plastycznym czekała mnie nieudana rekrutacja na Akademię we Wrocławiu i jak już miałem rzucić to wszystko…

… nastąpił zwrot akcji.

Tak, dostałem propozycję, by dołączyć do zespołu Marka Cecuły. Na czas jednego projektu. Z sześciu tygodni zrobiło się sześć lat. Przez ten czas uczyłem się projektowania – przez obserwację tego, w jaki sposób on pracuje. Jest moim sensei. Marek Cecuła uczył mnie, jak patrzeć i widzieć.

Czyli jak patrzysz i jak widzisz?

Staram się więcej, szerzej, głębiej – naraz dostrzegać ogół i detale. Chodzi o to, żeby obserwować, kwestionować, zadawać pytania, a na końcu bawić się materiałem. Jak coś ci się wyleje na ziemi, mówisz: „o plama!”, myślisz: „co zrobić z tą plamą?”. Coś co zazwyczaj ludzie omijają, Ty zauważasz, bo wszystko co cię otacza, cię inspiruje. Między innymi dlatego dziś puszczam bańki mydlane na talerze – tak powstała kolekcjaWaterlove. Ciągle się bawię.

kolekcja Bubbles by Waterlovekolekcja Bubbles by Waterlove


A więc swoboda i improwizacja?

Nie no, nie tylko. Takie rzeczy, które są zaplanowane i zaprojektowane też powstają. Ale lubię eksperymentować. Robiłem taki projekt „Misa chapeau”, który pokazuje, że w pracy z ceramiką trudno o pełną kontrolę. Polegał na tym, że kładłem duże porcelanowe michy na pierścienie zrobione z gliny. Wkładałem je razem do pieca w takiej formie, powiedzmy idealnej. A potem, pod wpływem gorąca, misy odkształcały się względem tych pierścieni właśnie. Powstawały fale, łezki i inne wzory. Zaprojektowałem proces, ale to materiał zdecydował o ostatecznym kształcie. To dowodzi, że jest ruchomy, zmienny, ale pozostaje też sobą i ma pamięć. Podczas produkcji porcelana  przechodzi przez różne stany: może przybrać formę pudru, rozdrobnioną, płynną, odkształca się i utwardza na nowo. Pozostaje jakby niezniszczalna. Ma w sobie magię, emocje, no… trochę duszy. Musisz z nią czasem porozmawiać, złościsz się na nią, ale zawsze – wchodzisz z nią w jakąś relację.

W pewien sposób do pamięci materiału, ale też relacji porcelana-człowiek nawiązuje Twój ostatni, piękny projekt – zrealizowany razem z Ewą Klekot – „Ludzie z fabryki porcelany”.

Tak, to projekt, który pokazuje ludzki aspekt produkcji porcelany. Uwidacznia, dosłownie, że za każdym nowopowstałym naczyniem stoją pracownicy fabryki – dla mnie niesamowici, niezwykli specjaliści. Zazwyczaj dąży się do tego, żeby w ostatecznym efekcie ich pracy – gotowym naczyniu – ich rola była niewidoczna. My chcieliśmy, wręcz odwrotnie, żeby zostawili swój ślad. Każde naczynie zyskało w ten sposób indywidualny charakter.

projekt Ludzie z Fabryki Porcelanyprojekt Ludzie z Fabryki Porcelany

    
Co sprawia, że dane naczynie jest wyjątkowe?

Wyjątkowe są te, za którymi stoi jakaś historia. Dla mnie osobiście, to te które od kogoś dostałem albo sam zrobiłem, te, do których mam jakiś sentyment. Wchodząc do mojego domu, zobaczysz mnóstwo kształtów, form i nie wszystko jest tu funkcjonalne! Możesz dostać herbatę w kubku bez uszka i będziesz musiała dłużej poczekać na napój, aż wystygnie. Albo w takim, który nie do końca przyjemnie się chwyta, bo ma jakąś specyficzną fakturę. Ale zawsze wywołuje jakieś emocje.

Czyli można powiedzieć, że naczynia nie są „dokończone” w momencie wyjścia z pieca.

Ich historia jest dopowiadana w trakcie używania. Towarzyszą nam w codzienności, wywołują emocje, słyszą nasze rozmowy. Mam taki jeden ulubiony kubek. Gdyby się wygadał…

Wspomniałeś jeszcze o jednej kwestii – funkcjonalności. Wychodzi na to, że ceramika jest wykorzystywana wszędzie wokół, nie tylko do tworzenia drogocennych naczyń czy pięknych rzeźb. Co więc może robić dziś ceramik, który skończył szkołę? Jaka przyszłość go czeka?

Na pewno będzie miał dużo prezentów dla znajomych na święta (śmiech). A zawodowo? Jak powiedziałaś, ceramika pojawia się wszędzie. Jest w dużych i małych obiektach, wykorzystuje się ją w różnych branżach. Od budowlanej i dekoratorskiej – w formie płytek ściennych i podłogowych, przez przemysłową – Ferrari montuje w swoich samochodach ceramiczne tłoki czy hamulce, po użytkową: naczynia, szklanki, kubki. Jest też w mniejszych obiektach, choćby jako element biżuterii. O! Wykorzystywana jest też w oświetleniu. Swoją drogą, czy kiedykolwiek podświetlałaś porcelanę? Warto. Jest pięknie transparentna. Sam zrobiłem kiedyś abażur z kubka, któremu odpadło uszko. Zawsze jest dla porcelany drugie życie. 

Misa SzapoMisa Szapo

 

tekst: Daria Jezierska

 

 „Ma w sobie magię, no i … trochę duszy” – czyli jak patrzeć, żeby widzieć opowiada Arkadiusz Szwed – projektant i kierownik studia ceramicznego w School of Form.  

projekt Ludzie z Fabryki Porcelany

 

W ten sposób płynnie, doszliśmy do pytania o Twoje początki z ceramiką. Jak to się stało? ;)  

Arek Szwed: Że zostałem ceramikiem? To w sumie przypadek...

Mówią, że nie ma!
No dobra. Cała geneza jest taka, że poszedłem do liceum plastycznego, bo z małej miejscowości, jaką są Końskie, chciałem przenieść się do większego miasta. Po liceum najpierw przespałem rekrutację na leśnika, potem nie udało mi się zostać sokolnikiem, więc padło na sztukę (przede wszystkim bardzo nie chciałem uczyć się chemii). Jak rodzice zapytali, która dziedzina sztuki interesuje mnie najbardziej, to powiedziałem, że malarstwo… a oni, że mam je sobie wybić z głowy, bo z tego nie da się żyć. I że jak już się upieram, to mam iść na ceramikę.

To ciekawe stwierdzenie.

Wokół województwa świętokrzyskiego jest dużo zakładów produkujących ceramikę, więc z tego punktu widzenia to był dość sensowny pomysł. Po liceum plastycznym czekała mnie nieudana rekrutacja na Akademię we Wrocławiu i jak już miałem rzucić to wszystko…

… nastąpił zwrot akcji.

Tak, dostałem propozycję, by dołączyć do zespołu Marka Cecuły. Na czas jednego projektu. Z sześciu tygodni zrobiło się sześć lat. Przez ten czas uczyłem się projektowania – przez obserwację tego, w jaki sposób on pracuje. Jest moim sensei. Marek Cecuła uczył mnie, jak patrzeć i widzieć.

Czyli jak patrzysz i jak widzisz?

Staram się więcej, szerzej, głębiej – naraz dostrzegać ogół i detale. Chodzi o to, żeby obserwować, kwestionować, zadawać pytania, a na końcu bawić się materiałem. Jak coś ci się wyleje na ziemi, mówisz: „o plama!”, myślisz: „co zrobić z tą plamą?”. Coś co zazwyczaj ludzie omijają, Ty zauważasz, bo wszystko co cię otacza, cię inspiruje. Między innymi dlatego dziś puszczam bańki mydlane na talerze – tak powstała kolekcjaWaterlove. Ciągle się bawię.

kolekcja Bubbles by Waterlovekolekcja Bubbles by Waterlove


A więc swoboda i improwizacja?

Nie no, nie tylko. Takie rzeczy, które są zaplanowane i zaprojektowane też powstają. Ale lubię eksperymentować. Robiłem taki projekt „Misa chapeau”, który pokazuje, że w pracy z ceramiką trudno o pełną kontrolę. Polegał na tym, że kładłem duże porcelanowe michy na pierścienie zrobione z gliny. Wkładałem je razem do pieca w takiej formie, powiedzmy idealnej. A potem, pod wpływem gorąca, misy odkształcały się względem tych pierścieni właśnie. Powstawały fale, łezki i inne wzory. Zaprojektowałem proces, ale to materiał zdecydował o ostatecznym kształcie. To dowodzi, że jest ruchomy, zmienny, ale pozostaje też sobą i ma pamięć. Podczas produkcji porcelana  przechodzi przez różne stany: może przybrać formę pudru, rozdrobnioną, płynną, odkształca się i utwardza na nowo. Pozostaje jakby niezniszczalna. Ma w sobie magię, emocje, no… trochę duszy. Musisz z nią czasem porozmawiać, złościsz się na nią, ale zawsze – wchodzisz z nią w jakąś relację.

W pewien sposób do pamięci materiału, ale też relacji porcelana-człowiek nawiązuje Twój ostatni, piękny projekt – zrealizowany razem z Ewą Klekot – „Ludzie z fabryki porcelany”.

Tak, to projekt, który pokazuje ludzki aspekt produkcji porcelany. Uwidacznia, dosłownie, że za każdym nowopowstałym naczyniem stoją pracownicy fabryki – dla mnie niesamowici, niezwykli specjaliści. Zazwyczaj dąży się do tego, żeby w ostatecznym efekcie ich pracy – gotowym naczyniu – ich rola była niewidoczna. My chcieliśmy, wręcz odwrotnie, żeby zostawili swój ślad. Każde naczynie zyskało w ten sposób indywidualny charakter.

projekt Ludzie z Fabryki Porcelanyprojekt Ludzie z Fabryki Porcelany

    
Co sprawia, że dane naczynie jest wyjątkowe?

Wyjątkowe są te, za którymi stoi jakaś historia. Dla mnie osobiście, to te które od kogoś dostałem albo sam zrobiłem, te, do których mam jakiś sentyment. Wchodząc do mojego domu, zobaczysz mnóstwo kształtów, form i nie wszystko jest tu funkcjonalne! Możesz dostać herbatę w kubku bez uszka i będziesz musiała dłużej poczekać na napój, aż wystygnie. Albo w takim, który nie do końca przyjemnie się chwyta, bo ma jakąś specyficzną fakturę. Ale zawsze wywołuje jakieś emocje.

Czyli można powiedzieć, że naczynia nie są „dokończone” w momencie wyjścia z pieca.

Ich historia jest dopowiadana w trakcie używania. Towarzyszą nam w codzienności, wywołują emocje, słyszą nasze rozmowy. Mam taki jeden ulubiony kubek. Gdyby się wygadał…

Wspomniałeś jeszcze o jednej kwestii – funkcjonalności. Wychodzi na to, że ceramika jest wykorzystywana wszędzie wokół, nie tylko do tworzenia drogocennych naczyń czy pięknych rzeźb. Co więc może robić dziś ceramik, który skończył szkołę? Jaka przyszłość go czeka?

Na pewno będzie miał dużo prezentów dla znajomych na święta (śmiech). A zawodowo? Jak powiedziałaś, ceramika pojawia się wszędzie. Jest w dużych i małych obiektach, wykorzystuje się ją w różnych branżach. Od budowlanej i dekoratorskiej – w formie płytek ściennych i podłogowych, przez przemysłową – Ferrari montuje w swoich samochodach ceramiczne tłoki czy hamulce, po użytkową: naczynia, szklanki, kubki. Jest też w mniejszych obiektach, choćby jako element biżuterii. O! Wykorzystywana jest też w oświetleniu. Swoją drogą, czy kiedykolwiek podświetlałaś porcelanę? Warto. Jest pięknie transparentna. Sam zrobiłem kiedyś abażur z kubka, któremu odpadło uszko. Zawsze jest dla porcelany drugie życie. 

Misa SzapoMisa Szapo

 

tekst: Daria Jezierska